Jak się kłócić? – Anna Kossak

0

Kłócą się wszyscy. I mali i duzi. Czy wiesz, że podczas kłótni wychodzi Twoja prawdziwa natura? A Twoja wybuchowość może świadczyć o problemach zdrowotnych?  Co jeszcze odsłania kłótnia? Jak się kłócić? Sprawdź to!

anna kossak

Jak się kłócić?

Anna Kossak

Są porady, jak się komunikować, motywować, zmieniać nawyki – więc postanowiłam napisać kilka słów o tym, jak się kłócić i nie zdemaskować swoich niskich pobudek i kompleksów. Tak właśnie. To, w jaki sposób się kłócisz, świadczy o Tobie bardziej niż to, jak funkcjonujesz w warunkach pokojowych. Do kłótni z klasą potrzeba zarówno kultury osobistej, jak i dojrzałości osobowościowej. To podczas konfliktów pokazujesz swoją prawdziwą naturę, swoje kompleksy i brak ogłady.

Posłużę się przykładami z własnego życia.

Można teoretycznie o czymś rozprawiać, ale życie to życie. Nie jestem robotem. Potrafię się wkurzyć. Miewam gorszy humor (zwłaszcza przed okresem. Tak, u mnie to nie mit: raz w miesiącu przez dwa dni jestem jak osa). Bywa, że jest ostrzejsza dyskusja. Życie!

Każdy się czasem pokłóci.

Mówimy o sytuacji, kiedy wymiana zdań następuje w nerwowej atmosferze. Najczęściej wtedy nie ma mowy o rozmowie, bo do tego potrzebne jest opanowanie i uważność. Słychać dwa monologi – każdy mówi swoje i słucha tylko siebie. Ale zdarza się dialog, w którym jedna strona chce jak najbardziej dopiec drugiej, albo obie walą w siebie równo, wymieniając ciosy jak na bokserskim ringu. Czasem dosłownie, ale teraz nie o tym.

Używanie wyzwisk i wulgaryzmów to przemoc.

Jasne, czasem jakaś k… poleci. Ale jeśli jest to Twój jedyny sposób komunikowania swojego niezadowolenia, to masz problem. Jesteś przemocowczynią. Zapewne także ofiarą przemocy, bo tak to niestety działa. Na szczęście jest to modyfikowalne, jak każde niewłaściwe zachowanie – o ile nie występują poważne zaburzenia osobowości. Koleżanka w pracy wściekła się, bo inna zużyła jej wodę z czajnika, którą tamta zagotowała. Reakcja nie była współmierna do wykroczenia. Zaburzenia nastroju i wybuchowość mogą świadczyć o zaburzeniach zdrowia.

Hormony, zła dieta (ależ tak!), złe nawyki myślowe, zaburzenia zachowania – to są przyczyny złego funkcjonowania na co dzień. Jeśli wszystko Cię wkurza i wszędzie widzisz działania na swoją szkodę – przebadaj się.

Pokłócić się można o wszystko.

Ja np. nie lubię, kiedy podczas urlopu ktokolwiek mnie dokądkolwiek pospiesza. Od razu mi się coś robi. U par na porządku dziennym są kłótnie o sprzątanie, pieniądze, zazdrość. Kłótnia o coś bywa tylko pretekstem, podczas gdy rozładowywane jest napięcie z powodu czegoś zupełnie innego.

Dobroczyńca bywa oczerniany.

Spotkałaś się z tym, że ktoś komuś pomógł, a potem ten ktoś zrobił mu świństwo? Tak potrafi działać mózg człowieka, który nie ma samoświadomości. Mózg, jeśli dać mu władzę, potrafi nas oszukiwać. Po prostu. Wypiera niewygodne dla nas fakty (że coś komuś zawdzięczamy), szuka argumentów, że ten ktoś jest be. Nawet jak te argumenty są zmyślone. Dla mózgu fakty i fikcja to jedno. Tylko świadomość potrafi je odróżnić. Dlatego nie zdziwiło mnie, że koleżanka, która dzięki mnie zarobiła kupę kasy, opowiada bzdury i sobie przypisuje sukces. Beze mnie nic by nie zrobiła. Jej mózg wytworzył taką iluzję, że chyba nic nie jest w stanie zmienić toku jej rozumowania. Niech żyje w swoim świecie (nikogo na siłę się nie uświadomi, bo zbyt silnie działają mechanizmy obronne), ale już nigdy nie zaproszę jej do współpracy. Jeśli chodzi o mnie – umiem dziękować, wyrażać wdzięczność, doceniać. Polecam. To cudowne uczucia. Ale o tym już pisałam.

Rodzice

Tak wychowywani, że sami nie umieją wychowywać i bywają największymi krytykami podcinającymi skrzydła. Sobie i dzieciom. Jeśli jesteś z takiego domu, jest duża szansa, że nie umiesz konstruktywnie rozwiązywać sytuacji konfliktowych, tylko pakujesz się w bezsensowne kłótnie. Rodziców nie zmienisz. Możesz zmienić jedynie siebie, swoje zachowanie i stosunek do nich. A wtedy – „dziwnym trafem” – zmienia się reszta, ale to inny temat.

Dzieci

Osobiście wychodzę z założenia, że rolą dzieci jest bycie niewdzięcznymi (przynajmniej w pewnym wieku). A dzieci bardzo surowo oceniają rodziców. Jeśli rodzic ma wiedzę i umiejętności rodzicielskie – czego nie uczy się powszechnie i niestety nie każdy rodzic wie, co dla jego dziecka jest najlepsze – wychodzi obronną ręką nawet z najtrudniejszego okresu dojrzewania. Jeśli tej wiedzy nie ma, i on, i jego dziecko zasilą gabinety psychologów/terapeutów/coachów lub będą po prostu nieszczęśliwi – często w poczuciu krzywdy, gniewu i bycia ofiarą tego drugiego. Mój tata kiedyś powiedział: „Okres dojrzewania to czas, który albo się przeżyje, albo nie. Dotyczy to rodziców i dzieci”. Wzięłam sobie to do serca. Jeden okres dojrzewania – bardzo trudny – zakończyłam sukcesem. Mój syn powiedział, że jego zdaniem dobrze go wychowałam. Też tak uważam :) Drugi okres dojrzewania jest w trakcie. Na ocenę będzie czas za jakieś 6 lat.

Szef

Zdarza się, że to pracownik jest mobberem dla szefa. Tak właśnie. Zwłaszcza jak wcześniej łączyły ich stosunki koleżeńskie, a pózniej jeden awansował. Albo założył własną firmę i przyjął drugiego do pracy. Pracownik pyskuje, szef toleruje, bo: mu go szkoda, nie jest asertywny, nie umie funkcjonować w sytuacji konfliktowej, nie umie zarządzać sytuacją kryzysową, ma sentyment do dawnych czasów… Znam taką sytuację, gdzie nieudaczna pracownica każdą uwagę szefowej (dużo młodszej od siebie) odbiera jako atak i nie jest w stanie zmienić perspektywy ani docenić tego, że gdyby nie ona, to obecnie jedyna osiągalna dla niej praca jest w supermarkecie.

Partner

Jeśli pretensje narastają, wojna wybucha coraz częściej i jest coraz gwałtowniejsza. Kobiety niestety są mistrzyniami niewypowiedzianych pretensji, bo też nich ich nie uczy, jak porozumiewać się  na bieżąco. Ciągle pokutuje model wychowania, że dziewczynkom czegoś nie wypada i że powinny być miłe. Niedomówienia i hodowana uraza to droga do poczucia zmarnowanego życia.

Przyjaciółka

Jeśli jest to przyjaźń, to żadna kłótnia jej nie zagraża. Ale często sytuacja konfliktowa jest weryfikacją rzekomej przyjaźni. Zdarzyło mi się, że powodem konfliktu i różnych – moim zdaniem – niedorzecznych zarzutów było to, że moja koleżanka, nie znajdując przez kilka dni uznania w męskich oczach, stała się mocno nerwowa i nieprzyjemna. A może to ja czułam się nie w tym miejscu i czasie? Nie umiem być obiektywna (zresztą: wszystko jest subiektywne). Wiadomo, że agresja rodzi agresję i konflikt gotowy – o bzdurę, której teraz nawet nie pamiętam. Nie byłam milusia, o nie. Mogłam dać na wstrzymanie. Ale nie dałam i konflikt eskalował. W okolicznościach prywatnych też jestem tylko człowiekiem :)

Każda relacja sprawdza się w dwóch sytuacjach: kryzysu i sukcesu.

Prawdziwy przyjaciel nie tylko pomoże Ci w biedzie – zrobi to często także obcy, z różnych powodów (czasami wcale nie z chęci dobroczynności – pisałam o tym pracę magisterską), ale przede wszystkim uniesie Twój sukces, kiedy jemu gorzej się wiedzie. Sukces i szczęście są lepszymi weryfikatorami niż nieszczęście i dramat.

Przeprosiny nie muszą świadczyć o przyznaniu się do „winy”.

Przyznanie się do błędu jest oznaką dojrzałości i wyrazem samoświadomości. Same przeprosiny mogą świadczyć o tym, że ponad swoje ego bardziej ceni się relację. Ja się cieszę, że umiem uznać swój błąd i nie boję się przepraszać. Chyba że uznam inaczej :) Też mi wolno, jak każdemu. Mam niewyparzony język. Popełniam gafy. Czasem mój mózg płata mi figle. Bywa, że coś nie tak zrobię. Ale każdy, kto mnie zna i kto kontroluje swój mózg potwierdzi, że argumenty potrafią wytrącić mój mózg z mojej iluzji i umiem przyznać się do błędu :)

Nierównowaga w relacji prowadzi do nieporozumień.

Zdarza się, że komuś się wydaje, że się z kimś przyjaźni. Mnie się tak kiedyś wydawało, więc byłam na każde wezwanie: do rodzącego psa, do pożyczania pieniędzy, do pocieszania po bijatyce z mężem. Ale kiedy ukradziono mi samochód i poprosiłam, żeby przyjaciółka pojechała ze mną na Policję – usłyszałam, że jest zmęczona… Owszem, było mi przykro. Ale że ja nie umiem (na szczęście) hodować urazy – wybaczyłam, tylko zweryfikowałam naszą znajomość.

Jeśli nie możesz/nie chcesz odwzajemnić bliskości – nie prowokuj jej.

Zdarzyło mi się także w drugą stronę: miałam koleżankę, z którą łączyła mnie wspólna pasja do tanga. Lubiłam ją, ale nie poczuwałam się do niczego więcej poza sympatią i przyzwoitością. Zrobiłam jeden błąd: przyjęłam zaproszenie na jej wesele. Zaprosiła tylko najbliższych. Znalazłam się w ich gronie. Ale nie mogłam się odwzajemnić aż taką bliskością, bo jej nie czułam. I kiedy koleżanka swoimi imaginacjami zaatakowała inną moją koleżankę – nasza znajomość się zakończyła i to nieprzyjemnie. Wniosek dla mnie jest prosty: uważaj, jakie zaproszenia przyjmujesz, bo mogą być deklaracją. Jeśli idziesz na wesele w ograniczonym gronie, to znaczy, że jesteś kimś, od kogo wymaga się specjalnego traktowania – bo zostałaś specjalnie potraktowana i wyróżniona zaproszeniem, które przyjęłaś.

Ironia i sarkazm.

Wymagają polotu, poczucia humoru i zdrowia psychicznego :) Osoba z zaburzeniami nie jest do nich zdolna (brak poczucia humoru także świadczy o zaburzeniach). Ironia – zawoalowana kpina, prześmiewczość, także z siebie. Sarkazm to spotęgowana ironia, wyrażająca w dowcipny sposób niezgodę na fakt/sytuację/postawę. Różnią się od złośliwości intencjami: mają zwrócić na coś uwagę, ale nie mają krzywdzić. A że czasem są odbierane jako krzywdzące – cóż… W dzisiejszych czasach wśród wszystkich ludzi na całym świecie mamy coraz więcej zaburzeń psychicznych. Jeśli w kłótni jedna strona używa ironii, a druga ma dystans – jest bardzo duża szansa, że skończy się na śmiechu. Jeśli ktoś jest złośliwy i robi wszystko, by jak najbardziej zranić, to znaczy, że ma problem ze sobą.

Najgrubszy kaliber – dla każdego inny.

Ktoś jest bardzo wrażliwy na punkcie swojego pochodzenia („garnitur leży dobrze dopiero w trzecim pokoleniu”), inny – wykształcenia („no tak, nie byłeś w stanie zdać matury, to po co ja wymagam od ciebie logicznego myślenia”), jeszcze inny wieku („widocznie dzidzia – piernik nie jest w typie tutejszych mężczyzn”). Powiedzenie czegoś, co dotknie ten najbardziej wrażliwy obszar, jest zwyczajną podłością.

Można też podle się zachować.
Ja akurat nie jestem wrażliwa na punkcie mojego wieku (mają z nim problem inne kobiety, mężczyźni nie:) ). Złośliwości mnie śmieszą. Sama staram się nie być złośliwa (staram się także ograniczać ironię, bo nie zależy mi na sprawianiu przykrości, a bywa tak właśnie odbierana – z powodów wyżej wymienionych). Ale mam jeden bardzo wrażliwy obszar: gubię się w korytarzach, uliczkach, zaułkach. Nieraz żartowałam, że gdyby ktoś mnie gdzieś zostawił i uciekł, to nie wiedziałabym, jak trafić do domu. I przyszło mi się z tym zmierzyć. Zostałam zostawiona w obcym mieście, pod szerokością geograficzną taką, że słońce w zenicie stało od 10.00. do 16.00. i bez kompasu nie było wiadomo, gdzie są które kierunki świata. Mając mapę, byłam bezradna. W moim przypadku to był cios grubego kalibru. Ta osoba pewnie myśli, że „sobie na to zasłużyłam”. Może w jej oczach tak. W moich oczach okazała się osobą, do której nie mogę mieć zaufania i z którą nie mogę czuć się bezpiecznie.

Psycholog ma przerąbane.

Najbardziej popularnym sposobem dowalenia każdemu psychologowi jest powiedzenie: żaden z ciebie psycholog, skoro… wstaw dowolny zarzut. Słyszałam to tysiąc razy :) Tyle że to nie jest mój newralgiczny punkt, bo swojej wiedzy i umiejętności w tym względzie jestem pewna. Słyszę to zawsze wtedy, kiedy robię coś nie po myśli mojego interlokutora. Jestem odporna na manipulację i szantaż, więc to jest taki ostatni gwoźdź do kłótniowej trumny, Nie mojej :) Ten ktoś pokazuje swoją słabość.

Słowa mają moc.

Wypowiedziane zapadają w pamięć. Czyny (lub ich brak) są jeszcze silniejszym narzędziem w budowaniu więzi lub jej niszczeniu. Uczyniona podłość zawsze jest zadrą w sercu, a nieraz wyklucza z obecności w nim na zawsze. Jeśli ktoś systematycznie rani Cię do żywego – zastanów się, PO CO to tolerujesz, co z tego masz. Tak, ofiary też czerpią korzyści ze swojej sytuacji.

Lojalność

Prawdziwa przyjaźń bez niej nie istnieje. Czasem może ta lojalność jest przesadna, ale przy prawdziwej przyjaźni jest zrozumiała. Czyli jeśli ktoś skrzywdzi którąś z moich nielicznych w życiu przyjaciółek, staje się moim wrogiem. Nie muszę kolegować się ze wszystkimi znajomymi moich przyjaciółek, ale krzywdzie pójdę na odsiecz, a szczęściem się szczerze raduję. Moim zdaniem można mieć wielu znajomych, ale prawdziwa przyjaźń jest limitowana. Ja moje przyjaźnie bardzo cenię, chociaż nie jestem na co dzień zbyt wylewna i zdarza mi się coś palnąć.

Zasady dobrego kłócenia się:

* Zastanów się, o co Ci tak naprawdę chodzi? Myślenie studzi emocje, bo gdzie emocje – do widzenia rozum. Może chcesz zwrócić na siebie uwagę? Może masz pretensje o to, że jesteś niedoceniana? A może zwyczajnie się czepiasz i chcesz postawić na swoim? Jeśli tak – to po co?

*Nie wal na oślep epitetami („jesteś na poziomie rozhisteryzowanej pięciolatki, która chce zabawkę”). Koncentruj się na zachowaniu („zachowujesz się jak rozhisteryzowana pięciolatka, która krzyczy, bo chce zabawkę”). I uważaj z porównaniami, żeby nie trafić w newralgiczny obszar – wtedy dowalisz, ale nie pozostanie to bez konsekwencji. Będzie to pierwsza lub kolejna rysa na relacji.

* Omijaj obszar newralgiczny. Nie rań dla samego dowalenia. Wiem, trudno się powstrzymać, zwłaszcza na ogromnym wkurwie. Ale to właśnie samokontrola świadczy o Twojej dojrzałości i klasie (lub braku).

* Nie wykrzykuj gróźb, których nie możesz spełnić. To dziecinne, a niekonsekwencja także niszczy relację. Każdą, nie tylko z dzieckiem.

* Nie wywlekaj ciągle tego samego. To nudne, męczące i niedorosłe.

* Zostałaś przeproszona – zamknij temat. Chyba że ktoś Cię ciągle rani i ciągle przeprasza – wtedy tkwisz w toksycznej relacji i lepiej poszukaj pomocy z zewnątrz, bo zmarnujesz życie przy boku przemocowca albo jesteś wykorzystywana przez niby przyjaciółkę. Po co w tym tkwisz? Odpowiedz może być bolesna, ale to pierwszy krok do lepszej jakości życia.

* Jak ochłoniesz i stwierdzisz, że przeszarżowałaś – przeproś. O ile zależy Ci na relacji.

* Możesz być zła o różne rzeczy i możesz chcieć komuś wygarnąć. Kwestia doboru formy i treści do osoby i sytuacji świadczy o Twojej dojrzałości. Wyskakiwanie z armatą na muchę ośmiesza wyskakiwacza. Robienie problemu z drobnostki świadczy o braku właściwej oceny sytuacji i siebie w niej. Nie umiesz sobie poradzić z emocjami? Poszukaj pomocy. Szkoda życia na życie we frustracji i iluzjach.

Podziel się.

O autorce

Blogerka z wieloletnim doświadczeniem marketingowym, pr-owym i reklamowym w międzynarodowej korporacji. Tłumacz i nauczyciel języka francuskiego. Pasjonuje mnie rozwój osobisty, ludzie, relacje. Piszę o i dla kobiet, informuję, inspiruję, relacjonuję dla Was to co mnie wciągnęło, czyli przedsiębiorczość, networking, konferencje, spotkania kobiece i nie tylko. Jestem otwarta na współpracę z chętnymi i ciekawymi osobami.

Pozostaw odpowiedź