Robaczek świętojański nie świeci – Katarzyna Rybicka

0

Kolejny, pełny ciepła i dobrej energii artykuł Kasi. Zapraszam. 

Katarzyna Rybicka

Tak sobie myślałam ostatnio, patrząc na zdjęcie ciemnego lasu wypełnionego morzem świetlików, co by było, gdyby któryś z nich zrezygnował ze świecenia. Czy zrobiłoby to różnicę dla całego lasu? Może nie. Czy zrobiłoby to różnicę dla tych, którzy są blisko? Raczej tak. Zapadłaby ciemność w jednym punkcie więcej. Jedna latarenka nie wysłałaby światła wokół siebie. Można powiedzieć, jaka to różnica? Jaka to różnica, jeśli nie zrobię czegoś, co może dać moje światło innym? Jaka to różnica, skoro las jest pełen świetlików. A jeśli wszystkie świetliki wpadną na ten sam pomysł w tym samym czasie? Jeśli z jakichś powodów wszystkie na raz zgaszą swoje latarki? Zapadnie ciemność. I wtedy, być może, każdy ze świetlików pomyśli, że jest jedyny na tym świecie. Że nie ma żadnego innego świetlika, bo przecież gdyby był to by świecił. W takim przypadku powrót do własnego światła może wydać się bez sensu. Skoro jestem tylko ja, to po co to robić? Dla kogo? Dla nocy? Dla lasu?

Czasami wydaje mi się, że tak się właśnie dzieje z ludźmi. Że zapominają o swojej mocy bycia takim małym świecącym punkcikiem dla kogoś, kto może akurat bardzo potrzebować takiej otuchy. Świadomości, że nie jest sam. Że gdzieś tam, jest ktoś, kto zapala dla niego światełko. W swoim sercu, w swoich myślach, w innej rzeczywistości albo tuż obok, na wyciągnięcie ręki.

Jak można ci przypomnieć, że jesteś tak ważną osobą?

Że masz w sobie taką moc. Rozświetlenia jednego punkciku – siebie. Nawet jeśli to trudne. Nawet jeśli wydaje się być bez sensu. Nawet jeśli masz ochotę wywiesić kartkę „zgaszone bez odwołania”. Bo to ma znaczenie. Duże znaczenie. A jeśli udaje ci się kolejnego dnia zapalić swoją latarnię, nawet jeśli to jest bardzo mała latarenka, to świeć nią tak jak możesz. Może zaprosi to kolejne osoby do zapalania swoich. Może ktoś postanowi spróbować jeszcze raz rozświetlić siebie. Może ktoś też poda to zaproszenie dalej i cały las na nowo wypełni się cudownym, świetlistym rojem.

A jeśli jesteś w takim momencie, który osłabia wolę świecenia, to opowiem ci historię z książki którą ostatnio czytałam i wydała mi się bardzo inspirująca. Ta książka to „Make your bed” i zawiera w sobie m.in. opis jednego z testów, jakie musieli zaliczyć żołnierze, aby stać się częścią elitarnego oddziału amerykańskiej marynarki Navy Seals. Polegał on na tym, że po dniu morderczych ćwiczeń, żołnierze stali zanurzeni w błocie, trzęsąc się z zimna i przemęczenia (ile razy ty czujesz się podobnie kiedy codzienność obfituje w wyzwania?) a ich zadanie polegało na tym, żeby wytrwać tam, gdzie byli i nie poddać się kuszącej obietnicy gorącego posiłku, który czekał na nich przy ognisku. Kiedy ktoś miał już dość i chciał opuścić posterunek… ktoś inny zaczął śpiewać piosenkę. To jeden z żołnierzy, pomimo wyczerpania, zaintonował jakąś popularną i niewybredną piosenkę. Po chwili wszyscy śpiewali wspólnie i wspólnie przetrwali próbę.

Nie jesteśmy w Stanach, nie jesteśmy na elitarnym szkoleniu dla żołnierzy, ale każdy z nas ma moc zaintonowania piosenki podnoszącej na duchu innych, każdy z nas ma moc zapalenia swojego światełka – dla siebie i innych.

Każdy z nas ma moc jasnego określenia tego, co jest dla niego najważniejsze w tym życiu i potem zrobienia wszystkiego, co w jego mocy aby o tym pamiętać, dbać i realizować… dzień po dniu, krok po kroku.

Bo jesteśmy sobie potrzebni.

Bo wspólnie możemy więcej niż w pojedynkę.

Bo wspólnie możemy realizować swoje potencjały dla własnych i wspólnych korzyści.

Bo w końcu wygląda to pięknie i ma w sobie magię – jak las pełen świetlików.

 


„A gdyby tak… otworzyć oczy w ciemności i zobaczyć w niej ogrom miłości. I gdyby tak stanąć w pełnym świetle i odczuć przyjemność bycia sobą. A potem uśmiechnąć się szeroko, rozejrzeć dookoła i zobaczyć innych ludzi, którzy robią to samo… Tak wygląda moja wioska, moje ludzkie stado, które zwołuję listami niosącymi spokój  i spotkaniami ożywiającymi ducha. Nazywam się Katarzyna Rybicka i pomagam wrażliwym ludziom nazwać tęsknoty ich serca, przytulić samotność i rozświetlić ich ścieżkę na nowo bijącym sercem. A teraz zapraszam Cię do mojej grupy – Zrób sobie spokój!

 

Artykuły tej samej autorki:

Katarzyna Rybicka – Zdrowy ferment

Katarzyna Rybicka – Marzenie Muszelki

Katarzyna Rybicka – Bezcenna…

Katarzyna Rybicka – Jak chwast

Podziel się.

O autorce

Blogerka z wieloletnim doświadczeniem marketingowym, pr-owym i reklamowym w międzynarodowej korporacji. Tłumacz i nauczyciel języka francuskiego. Pasjonuje mnie rozwój osobisty, ludzie, relacje. Piszę o i dla kobiet, informuję, inspiruję, relacjonuję dla Was to co mnie wciągnęło, czyli przedsiębiorczość, networking, konferencje, spotkania kobiece i nie tylko. Jestem otwarta na współpracę z chętnymi i ciekawymi osobami.

Pozostaw odpowiedź