Samodzielność kobiet – wyzwolenie spod jarzma własnych ograniczeń – Anna Kossak

0

Nic dodać nic ująć! 

annakossak

Samodzielność kobiet – wyzwolenie spod jarzma własnych ograniczeń

Anna Kossak 

Polska to kraj kontrastów, szczególnie obyczajowych. Mieszkanki dużych aglomeracji żyją w innym tempie i w innych warunkach niż mieszkanki małych miasteczek i wsi (prowincja – w każdym znaczeniu tego słowa – zajmuje większość naszego terytorium). Jest coś, co ma silny związek ze środowiskiem (nawykami, przekonaniami, tradycją), ale także (na szczęście lub nie) z indywidualną elastycznością i otwartością (albo ich brakiem), zmysłem obserwacji i gotowością do zmian:

Mentalność.

W znacznej mierze to środowisko, w którym mała dziewczynka dorasta, kształtuje jej kobiecość, zasady, system wartości. Dorosła kobieta, nieświadoma działania tych mechanizmów, idzie jedną z dwóch dróg: całkowicie powiela lub całkowicie odrzuca model domu rodzinnego. Kobieta świadoma, poszerzająca swoje horyzonty, próbuje godzić wodę z ogniem. Stara się kształtować swoją rzeczywistość. Coraz częściej chce być samodzielna finansowo, decyzyjnie i emocjonalnie. Nie boi się odpowiedzialności. Pachnie feminizmem? To pojęcie jest jednym z najbardziej wypaczanych terminów współczesnego słownictwa, a chodzi po prostu o równe prawa. Kobiet wolnych, spełnionych, szczęśliwych, samodzielnych – nadal jest zbyt mało. Ogranicza je własna mentalność.
I nie chodzi o to, by każda z nas robiła zabójczą karierę (przypłaconą stresem, brakiem życia osobistego, pasji), tylko by żyła w zgodzie z własnymi wyborami i respektowała ich konsekwencje.

Pojęcie samodzielności ma bardzo szerokie znaczenie.Niepracująca mama trójki dzieci może być w pełni samodzielna psychicznie: wie, że sobie poradzi, bo dba o zaplecze „na wszelki wypadek”; realizuje się poprzez inne działania niż praca zawodowa. Zarabiane przez męża pieniądze traktuje jako dobro wspólne, a nie jak łaskawość władcy. Pani manager na wysokim stanowisku zarządczym może być kompletnie zniewolona: przez toksyczny związek, niskie poczucie własnej wartości, używki…

Główne przyczyny.

Mentalnych barier, niskiego poczucia własnej wartości i braku samodzielności w różnych obszarach życia:
* Dorastanie w domu, w którym nadużywany był alkohol

Dorosłe Dziecko Alkoholika – większość osób, słysząc ten termin, traktuje go jak skazę, wyzwisko, coś niestosownego. Prawda niestety jest w tym przypadku bezwzględna: jeżeli w domu Twojego dzieciństwa alkohol był obecny zbyt często, masz problem, bez względu na płeć. Dzieci z takich domów, jako ludzie dorośli, zawsze mają trudności z relacjami zarówno zawodowymi, jak i prywatnymi. Zmienność nastrojów, męcząca dla otoczenia perfekcja w działaniu, przymus rywalizacji, bardzo niskie poczucie własnej wartości niezależnie od osiągnięć, wzmożone zapotrzebowanie na aprobatę, tendencja do wiązania się z nieodpowiednimi osobami, lęk przed bliskością i intymnością, nadmierna srogość lub pobłażliwość dla własnych dzieci – te cechy mogą występować pojedynczo lub stadnie. Skutecznie wprowadzają dyskomfort psychiczny. Niezależnie od okoliczności, dobrej pracy, miłości bliskich – DDA nigdy nie czuje się szczęśliwe. Swoje złe samopoczucie upatruje w czynnikach zewnętrznych: mąż nie taki, praca beznadziejna, przyjaciółka małpa, świat knuje… Lub całe zło przypisują sobie: ja jestem całkiem do niczego, beznadziejna, brzydka i głupia, i na nic nie zasługuję…

Jak sobie poradzić?

Jeżeli masz ten problem, najprościej i najskuteczniej udać się na terapię DDA (państwowo i bezpłatnie, naprawdę mamy dobrych specjalistów), zarówno indywidualną, jak i w tym przypadku absolutnie bezcenną grupową. Nie chodzi o obnażanie się psychiczne przed innymi. Praca w grupie pomaga pozbyć się własnego trupa z szafy, jest wsparciem i tylko na jej tle możemy odbić się jak w zwierciadle i zrozumieć rzeczy, których nie przekaże nam terapeuta w kontakcie indywidualnym. Najtrudniej jest zrobić pierwszy krok i zdecydować się na tę formę pomocy sobie. Warto, bo szkoda życia. Terapia nie jest przyjemna, bo nie przyjemności służy. Dzieją się różne rzeczy, wylewane są hektolitry łez, emocje rozsadzają do granic wytrzymałości. Po dość długim czasie (różnym dla różnych placówek) w końcu przychodzi ten dzień: czujesz ulgę, zmieniasz sposób myślenia o sobie i swoim krzywdzicielu, czujesz się lżejsza psychicznie.

* Lęk przed zmianą

Kobiety bardzo często nadużywają pojęcia „dobro dzieci”. Robią to dla swojej wygody i swoich własnych interesów. Gdy chcą, „dla dobra dzieci” odchodzą od męża do obiektu swojej fascynacji, bo „tak będzie lepiej”. Gdy chcą, zgadzają się na poniżanie, bo „nie będą dzieciom rozbijały rodziny”. Prawda jest inna: w pierwszym i drugim przypadku (często podświadomie) myślą tylko o sobie. W pierwszym przypadku powodem jest najczęściej niefrasobliwość, liczenie na cud i zła ocena sytuacji, choć zdarza się (niestety bardzo rzadko) prawdziwa miłość (wtedy to inna sprawa). W drugim przypadku najczęstszym powodem jest lęk przed zmianą, uzależnienie od toksycznego partnera i wyuczona bezradność, o której piszę dalej.

Część ludzi ma to do siebie, że woli gorsze status quo niż wysiłek w celu zmiany na lepsze. Z tego powodu nie podejmuje terapii, o której była mowa powyżej. W ogóle stara się nie podejmować żadnych działań. Boi się niepowodzenia, utraty tego, co ma. Kobiety mają dodatkową trudność, zafundowaną im przez naturę: to one rodzą dzieci, karmią je, nie rozstają się z nimi w początkowej fazie ich życia, więc stabilizacja jest cechą niezwykle istotną dla codzienności. Tylko czasem nie widzą, że tej stabilizacji nie ma.
Jeśli zmiana ma dotyczyć organizacji życia i poprawy bytu, często czują przed nią opór. Na szczęście, dla równowagi, kobiety otrzymały większy dar elastyczności. Dzięki temu potrafią jedną ręką wkładać łyżeczkę z kaszką do buzi pociechy, drugą mieszać zupę, jednocześnie oglądać TV i planować najbliższy weekend.
Do różnych decyzji się dojrzewa, i ten proces przebiega bardzo indywidualnie. Czasem zmieniamy pracę pod wpływem impulsu (albo z konieczności), najczęściej jednak drążymy ten temat kilka miesięcy, a nawet lat.

Chcesz zmiany, a boisz się?

Najważniejsze: nie trzymaj wszystkiego w głowie. Konsultuj swoje pomysły i obawy z życzliwym otoczeniem (bez zadręczania!). Spisz to, co chcesz osiągnąć. Zastanów się, co należy do sfery celów, a co marzeń. Określ główny cel. Spisz, co miałoby się zadziać, aby go osiągnąć; co Ty możesz zrobić, aby to zdobyć. Zaplanuj poszczególne działania. Codziennie rób coś, co przybliży Cię do Twojego celu. Może to być cokolwiek: przeczytanie książki na dany temat, zebranie informacji, przejrzenie ofert studiów podyplomowych, znalezienie w internecie ośrodka terapeutycznego… Raz w tygodniu pomyśl i napisz, co zrobiłaś, by osiągnąć swój cel.

Warto mieć swój sekretny notatnik, w którym będziesz spisywać swoje przemyślenia, pomysły, propozycje działań. Spróbuj, a zobaczysz, że to naprawdę działa.

* Lęk przed samotnością

Człowiek jest istotą społeczną. Tylko eremici są samotni z wyboru i odnajdują w tym szczęście. Zwykły śmiertelnik realizuje się przede wszystkim poprzez relacje z innymi. Kobieta biologicznie wyposażona jest w gotowość do ustępstw na rzecz dobra swoich bliskich. Często kosztem siebie. „Kobieta bez mężczyzny nic nie znaczy” – to przekonanie jest dość mocno zakorzenione mimo XXI wieku i głoszone przez wiele kobiet, które same dużo osiągnęły! Jeśli dziewczynka dorasta w takim przekonaniu, niepowodzenia w sferze osobistej obniżają jej poczucie własnej wartości. Podświadomie dąży do jakiegokolwiek związku, byle nie być samotną. W efekcie nikt nie jest zadowolony: ani ona – bo nie czuje się szczęśliwa, ani jej dzieci – bo nie mają szczęśliwej matki, ani jej partner – bo zamiast zadowolonej kochanki, ma sfrustrowaną jędzę, bezradną histeryczkę lub zrezygnowaną męczennicę.

Jak się pozbyć lęku przed samotnością?

Nie będzie łatwo. Wdrukowałaś sobie przekonania, które przeszkadzają Ci rozwinąć skrzydła. I tu znowu: najprostszą i najkrótszą drogą jest terapia behawioralno – poznawcza, ale wiele osób czuje przed nią opór. Głównym problemem jest brak samoakceptacji. Na szczęście jest wiele dostępnych lektur na ten temat.

* Wyuczona bezradność

Matka była uzależniona od ojca, więc córka też będzie od partnera/męża. Jeśli nie finansowo, to emocjonalnie.

Wyuczona bezradność, czyli kompletny brak odpowiedzialności za własne życie i szczęście, związane jest z mentalnym lenistwem oraz bezmyślnym powielaniem wzorców i wdrukowanymi przekonaniami. To najcięższy kaliber, bardzo trudny do zmiany. Potrzebne jest jakieś wyjątkowe zdarzenie (nieprzyjemne), mocny bodziec, żeby po prostu się obudzić i zacząć działać.

Życie to ciągła droga.

Nie ma sprawiedliwości, ale jest równowaga. Jednym wszystko przychodzi łatwo, inni muszą pracować w pocie i znoju. Dlaczego? Najkrótsza odpowiedź: bo tak. Bardziej rozwiniętej tu nie podam, bo nie mieści się w konwencji artykułu pisanego dla bloga biznesowego.

Szkoda życia na frustrację.

Niskie poczucie własnej wartości ją napędza. Niestety – z której strony by nie patrzeć, jest ono związane z wdrukowanymi błędnymi wzorcami. Dlatego tak dużo piszę o terapii: to pierwszy krok do uwolnienia. O ile nie popadniesz w uzależnienie od terapii (bardzo częste niestety) i nie odfruniesz z tu i teraz w iluzję, że terapia SAMA zadziała, bez Twojego udziału.

Lęk jako stan to największe życiowe kajdany.

Na szczęście swoje życie zawsze można zmienić i pozbyć się demonów przeszłości.
Samodzielność, szczęście – nad tymi obszarami warto pracować. Szczęście masz w sobie. Wiem: brzmi jak amerykański slogan :) Ale uwierz: mnie też w pewnym momencie życie dało do wiwatu. Ten moment trwał 9 (!) lat. I kiedy stwierdziłam, że już nie udźwignę więcej – odpuściłam: złe myśli, lęk przed następnym dniem, poczucie beznadziei. Postanowiłam skupić się na moim potencjale i talentach (Ty też je masz!). Zostawić pretensje do  świata, że wróbelek nie jest kanarkiem. Zorganizować się tak, jak JA tego potrzebuję (ze względu na moją życiową pasję, ale i rodzinę – czyli całkowitą metamorfozę przeszły moje miejsce zamieszkania i praca zarobkowa). Zrezygnować z oczekiwań, że ktoś mnie uszczęśliwi. I „nagle” (też nie z dnia na dzień) okazało się, że moje życie jest MEGA zaj…

Jak to ma się do biznesu?

Różnie. Zależy, czego chcesz i czy da radę to pogodzić. Nie każdy się nadaje do prowadzenia swojej firmy – i też warto o tym wiedzieć. Nie każdy chce mieć biznes, ale może w nim działać. Jak ja. Nie mam czasu ani ochoty na własną firmę, bo to by wymagało ode mnie 100% zaangażowania. A ja wolę inne przyjemności. Podsumowując: nie jesteś zadowolona ze swojego życia? To pomyśl, co Ty możesz zrobić, aby to zadowolenie osiągnąć.

Wysil się. Dla siebie.

Podziel się.

O autorce

Blogerka z wieloletnim doświadczeniem marketingowym, pr-owym i reklamowym w międzynarodowej korporacji. Tłumacz i nauczyciel języka francuskiego. Pasjonuje mnie rozwój osobisty, ludzie, relacje. Piszę o i dla kobiet, informuję, inspiruję, relacjonuję dla Was to co mnie wciągnęło, czyli przedsiębiorczość, networking, konferencje, spotkania kobiece i nie tylko. Jestem otwarta na współpracę z chętnymi i ciekawymi osobami.

Pozostaw odpowiedź