Artykuły – Rysa na szkle – Kasia Malinowska

0

Witajcie, 

Czytając ten artykuł oglądałam film z życia jego bohaterki, Anny. Obrazy, które przesuwały mi się przed oczyma były bardzo plastyczne. W niejednym z nich się odnalazłam. W biegu, szybciej, trzeba, powinnam – ale po co?  Czasami życie budzi nas z tego pędu i stawia nas w sytuacji pozornie bez wyjścia, która ostatecznie może okazać się błogosławieństwem.Tylko czy trzeba do tego dopuścić? A może wystarczy wsłuchać się w siebie….Zapraszam!

  kasia malinowska 3

Kasia Malinowska

RYSA NA SZKLE, … czyli zbawienny skutek życiowych zawirowań

Od kiedy pamiętam była idealna, perfekcyjna. Przebywanie w jej towarzystwie boleśnie uświadamiało nam jak mali jesteśmy, jak marnie wypadamy na tle tej nieprzeciętnej kobiety.  ANNA – piękna, wysoka, smukła zawsze z dumnie podniesioną  głową mknęła przez życie odliczając kolejne sukcesy. Prestiżowa uczelnia skończona z wyróżnieniem, doktorat, habilitacja, dwuletnie stypendium w Stanach, z którego wróciła z obłędnie przystojnym, szarmanckim i piekielnie inteligentnym  profesorem mikrobiologii. Planowała życie na kilka lat do przodu i z żelazną konsekwencją realizowała punkt po punkcie swoją wizję szczęścia:  ślub, piękny dom w Milanówku, 2 dzieci, praca w dużej, międzynarodowej korporacji. Chociaż zawsze była w biegu,  panowała nad wszystkim, miała wszystko pod kontrolą, nic nie było w stanie naruszyć  jej misternie utkanego scenariusza. We wszystko angażowała się na 200%! Zawsze zadowolona, spokojna, najbardziej stresujące sytuacje rozbrajała swoim czarującym uśmiechem. Wolna od nałogów, toksycznych relacji, niezdrowego trybu życia. Idealnie zachowywała balans między pracą i rodziną. Wiodła tak zwane luksusowe życie…. dalekie podróże, drogie samochody, apartament w  Lizbonie i  2 domy na południu Polski. Jednym słowem …. SIELANKA.

Nie tego chciałam ….

Był późny, marcowy wieczór. Anna wracała z kolejnej już w tym tygodniu biznesowej kolacji. Spotkanie przedłużyło się o dobre 2h. Gnała jak szalona, mając nadzieję, że zdąży złapać ostatnie minuty przed zaśnięciem swoich córeczek. Ostatnio tak rzadko to się udawało. Bardzo za tym tęskniła, chociaż otwarcie nigdy się do tego nie przyznała (zapomniałam dodać:  Anna nigdy się nie skarżyła, nie narzekała). Docisnęła gaz swojej pięknej, grafitowej Toyoty i nagle, sama nie wie jak to się stało, straciła panowanie … nad sobą, nad autem, nad życiem….

Pierwsze dni po wypadku były dla niej niebywale trudne. Myślała, że to jakiś żart, chichot losu, fatalna pomyłka, koszmar, z którego za chwile się obudzi. Przecież za 2 tygodnie miała lecieć do Nowego Yorku! Ciężko pracowała na ten kontrakt, który bezczelnie przelatywał jej teraz koło nosa. „Nie tego chciałam” powtarzała płacząc  i wściekając się na obolały kręgosłup, który zatrzymał ją i jej karierę nie pytając o zgodę.

Dlaczego JA ?

Powtarzała to pytanie jak mantrę. Budziła się i zasypiała z nim, nie znajdując odpowiedzi. Czuła jak traci grunt pod nogami. Od zawsze panowała nad swoim życiem, kontrolowała je do granic możliwości. Tym czasem  nie miała na nic wpływu, nie mogła niczego zaplanować, a tym bardziej przyspieszyć. Bolesna i długotrwała rehabilitacja wymagała cierpliwości i czasu (dwóch elementów, których od zawsze Annie brakowało). Czuła narastający gniew i frustrację. Nie umiała pogodzić się ze zmianą, która przyszła nieporoszona i wywróciła jej życie do góry nogami. Nie potrafiła zaakceptować  faktu, że jest zależna od innych, że potrzebuje ich  pomocy, że widzą jej  słabość i nieporadność, że jest inaczej niż chce żeby było … i to teraz, kiedy jej kariera nabierała niebywałego rozpędu. Dlaczego akurat teraz ?!!!

Domek z kart, czyli czas przebudzenia

Wypadek spowodował, że wszytko posypało się w życiu Anny jak domek z kart. Była przekonana, że to ‘koniec świata’, tymczasem paradoksalnie był to najpiękniejszy początek nowej, wartościowej drogi. Wypadek zatrzymał ją, brutalnie zatrząsł jej życiem, mocno wtargnął w  rzeczywistość …. Musiał !!! Inaczej niczego by znowu nie zauważyła, nie zmieniła. Przecież były sygnały, symptomy, znaki, że  …zdrowie prosi o odpoczynek, że małżeństwo wisi na włosku, że dzieci tęsknią za jej obecnością, że przyjaciele czują się zaniedbywani. Ignorowała je, zbywała, a czasem nawet obśmiewała. Tłumaczyła się sama przed sobą, że jeszcze tylko ten kontrakt, a później już zwolni, że przecież teraz takie czasy i wszyscy gdzieś gonią … więc gnała i Ona. Tylko PO CO ? Nigdy nie zadała sobie tego pytania.

Biegiem przez życie

Biegnąc przez życie, traciła SENS, nie będąc tego nawet świadomą. Żyła nawykowo, zawsze na najwyższych obrotach, wysoko stawiała sobie poprzeczkę, tak jakby ciągle starała się udowodnić, że jest wystarczająco mądra, dobra w tym co robi, że daje radę. Ale komu? Ale po co? Co miała przez to osiągnąć? Te pytania wróciły do niej kiedy unieruchomiona spędzała kolejny tydzień w domu. Wypadek daj jej w prezencie UWAŻNOŚĆ, w końcu była TU i TERAZ.

Zaczęła dostrzegać jak wielką przyjemność sprawiają jej wieczorne rozmowy z mężem. Kiedy ostatni raz tak rozmawiali? Nie o sprawach, obowiązkach, dzieciach, zakupach tylko … tak po prostu, o życiu, o sobie, o swoich pragnieniach,  potrzebach, marzeniach, planach. Kiedy ostatni raz głośno się śmiali? Kiedy z czułością i zapatrzeniem milczeli ciszą najcudowniejszą na świecie? Kiedy pozwolili sobie, aby czas przeciekał im przez palce i snuł się powoli, leniwie, nieśpiesznie?

Zaczęła się cieszyć każdą chwilą spędzaną z dziewczynkami. Ich energia, optymizm, radość i  szczerość zdejmowały z niej kolejne warstwy twardego pancerza, którym obrosła w ciągu ostatnich paru lat. Dzieci, w cudownie nienachlany sposób, obudziły uśpiony w niej  entuzjazm, otwartości i ufność. Znowu czuła się lekko. Dała sobie prawo do popełnia błędów, zaakceptowała swoje słabości, polubiła siebie. Codziennie przeglądała się w oczach swoich córeczek i bardzo spodobał jej się ten nowy obraz siebie.

Wróciła do tego co kochała najbardziej … zaczęła pisać:)  Rok po wypadku wydała swój pierwszy kryminał, który natychmiast stał się bestsellerem.  Czuła się szczęśliwa, spełniona, spokojna. Była w końcu SOBĄ.

EPILOG

Każda zmiana przynosi coś dobrego.

Z każdego chaosu, prędzej czy później, wyłania się nowy porządek.

Każda rysa na szkle jest  sygnałem, wezwaniem do działania.

Każdy dzień przynosi Ci nowe szanse, korzystaj z nich mądrze.

Każdy z nas ma tylko jedno życie, więc przeżyj je NAJPIĘKNIEJ JAK POTRAFISZ !!!

Pięknego dnia,

Kasia Malinowska

 

Powiązane posty: Artykuł – Kasia Malinowska – Kobieta (nie)spełniona / Artykuł – Kasia Malinowska – W poszukiwaniu własnej wartości / Artykuł – Kasia Malinowska – Wolna od stresu Portrety Kobiet Przedsiębiorczych – Kasia Malinowska

Podziel się.

O autorce

Blogerka z wieloletnim doświadczeniem marketingowym, pr-owym i reklamowym w międzynarodowej korporacji. Tłumacz i nauczyciel języka francuskiego. Pasjonuje mnie rozwój osobisty, ludzie, relacje. Piszę o i dla kobiet, informuję, inspiruję, relacjonuję dla Was to co mnie wciągnęło, czyli przedsiębiorczość, networking, konferencje, spotkania kobiece i nie tylko. Jestem otwarta na współpracę z chętnymi i ciekawymi osobami.

Comments are closed.