Portrety Kobiet Przedsiębiorczych – Anna Kossak

0

Anię Kossak poznałam we wrześniu tego roku na warsztatach Klaudii Pingot. Przyciągała  uwagę, ciekawie komentowała tworzoną wspólnie rzeczywistość szkoleniową.  Pozostałyśmy w kontakcie. Zaintrygowała mnie kobieta jasno wyrażająca swoje zdanie,  psycholog i coach, autorka thrillera obyczajowego pt.:  „Pasja budzi się nocą”. Tańczy  tango argentyńskie. Cenię punkt widzenia Ani, dlatego poprosiłam ją o rozmowę.

Beata: Aniu, jaką masz opinię na temat rozwoju osobistego: warto czy nie? A jeśli warto, to co i gdzie?

Ania: Każdy ma swój czas i swoje tempo. Nie jestem zwolenniczką robienia czegoś tylko dlatego, że jest taka moda albo że tak wypada. Rozwój osobisty dla każdego może być czym innym, bo każdy ma swoją duszę, a ona jest na swoim wewnętrznym etapie. Jak ją zaśmiecimy, to trudno nam będzie się dowiedzieć, jaka jest jej droga. Stąd ważniejsza jest codzienna higiena psychiczna niż tona książek i tysiące wydane na różne warsztaty. Dużo ludzi już dużo rzeczy wie. Tyle że wiedzieć a robić to dwie różne sprawy. Książki i warsztaty są oczywiście ważne. Tak jak wybór trenera czy coacha. Ale to temat na osobną rozmowę.

Beata:  Skąd pasja do psychologii? Na jakim etapie życia się nią zainteresowałaś?

Ania: Wymyśliłam sobie, że będę adwokatem, ale nie dostałam się na studia prawnicze. I psychologia sama do mnie przyszła. A konkretnie przyszła moja przyjaciółka i powiedziała, że idziemy. Okazało się, że mam w tym kierunku dryg, że widzę więcej i szerzej niż przeciętny człowiek, że umiem i lubię pracować z ludźmi, także w tak trudnych obszarach jak uzależnienia czy trauma. Miałam to szczęście, że w ramach studiów odbyłam roczne zajęcia na oddziale szpitalnym Instytutu Psychiatrii i Neurologii, potem staż. Doświadczenie kliniczne jest niezbędne w pracy psychologa i niezwykle ważne w pracy trenera i coacha. Łatwiej dostrzec pewne rzeczy, z którymi bez tych doświadczeń można mieć kłopot. Po studiach oczywiście skończyłam studia podyplomowe i wiele kursów zawodowych. Praktykę zdobywałam pracując w różnych środowiskach: od szpitala, przez korporacje, do show biznesu i polityki włącznie. Systematycznie się dokształcam.

Beata:  Jesteś psychologiem, trenerem  i coachem. Czy zdarza się, że klienci, którzy przychodzą na coaching, bardziej potrzebują terapii?

Ania: Psycholog zajmuje się pomocą w sytuacjach kryzysowych. To psycholog także diagnozuje klinicznie (jeśli umie i ma do tego kwalifikacje). Coach zajmuje się sprawami tu i teraz: pomaga wyznaczyć i zaplanować strategię osiągnięcia celu. W Polsce przyjęło się, że oddziela się profesję coacha od trenera, ale moim zdaniem nie można być dobrym coachem nie będąc trenerem i odwrotnie.  Z pomocą trenera można wytrenować nową umiejętność, która przyda się do osiągnięcia celu przy pomocy coachingu. Są jednak takie obszary, w których praca coachingowa i trening nie tylko się nie sprawdzą, ale wręcz mogą przynieść odwrotny skutek: rozczarowanie i zwątpienie. Nie „załatwimy” coachingiem problemu DDA (Dorosłe Dziecko Alkoholika), uzależnień, PTSD (zespół stresu pourazowego). Szczególnie to ostatnie jest maskowane lub wręcz wyparte. Jeśli mam podejrzenie, że klient może mieć niecoachingowy problem, mówię mu o tym. To on decyduje, czy jest gotowy, aby przyjrzeć się temu w inny sposób niż myślał. Nigdy do niczego nie namawiam. Każdy ma swój czas i swoją gotowość. Tak samo terapia: może zaszkodzić, jeśli dojdzie do wdrukowania fałszywych przekonań na temat swojej przeszłości. Czasem ludzie chcąc ratować małżeństwo idą na terapię rodzinną, podczas gdy bardziej zasadna byłaby ich praca indywidualna, często przy pomocy innych narzędzi, bo być może ich wspólny problem wynika z sumy ich poszczególnych problemów.

Beata: Co najbardziej lubisz w swojej pracy?

Ania: Wszystko. Z zasady nie zajmuję się tym, co nie sprawia mi przyjemności i nie daje satysfakcji. Choćbym chciała – moja dusza staje okoniem i nic z tego nie wychodzi :)Lubię wnieść wartość w życie innego człowieka. Bo inni ludzie wnoszą wartości w moje życie.

Beata: Kiedy warto zwrócić się do psychologa?

Ania: Kiedy mamy poczucie krzywdy, winy, niezadowolenia z życia. Kiedy nie rozumiemy siebie lub bliskich. Proszę się nie bać. Nie każda wizyta kończy się długotrwałą terapią.

Beata: Niestety w Polsce nadal pokutuje przekonanie, że jak człowiek idzie do psychologa, to coś z nim nie tak. Czy obserwujesz zmiany w odczarowaniu tego przekonania? Czy sama nad tym pracujesz?

Ania: Bolą zęby – idziemy do dentysty i do głowy nam nie przyjdzie, żeby w naszych ustach grzebał hydraulik. Dlatego jak coś w duszy uwiera, nie bójmy się iść do psychologa. Mama i przyjaciółka nie wystarczą, bo są w nasze sprawy zbyt zaangażowane emocjonalnie. Hydraulik ma narzędzia do zlewu i wanny, psycholog – do emocji. Bo to z nimi się siłujemy.

Beata:  Ładnie powiedziane:) Więcej kobiet czy mężczyzn szuka u Ciebie pomocy? Z  jakimi problemami najczęściej przychodzą?

Ania: Uwieranie w duszy jest demokratyczne. Ilościowo nie ma różnicy. Największym problemem w naszym społeczeństwie jest przemoc. Każdy w mniejszym lub większym stopniu jest nią nasiąknięty. Z niej biorą się wszystkie inne problemy. I powiedzmy sobie jasno: nadopiekuńczość (nadmierna kontrola) to także przemoc, tylko w białych rękawiczkach. A tzw. bezstresowe wychowanie (brak umiejętności stawiania granic) to nic innego jak rodzicielska nieporadność. Bo sztuką jest stawianie granic bez przemocy. Na szczęście uczymy się tego, także poprzez trenowanie zachowań asertywnych.

Beata:  Czy zdarza Ci się włączać w trakcie coachingu elementy psychologii?  Czy te narzędzia się uzupełniają?

Ania: Prowadząc coaching, pracujemy na mechanizmach psychologicznych, dlatego zaczynam od psychoedukacji – oczywiście tylko w niezbędnym zakresie, żeby zapoznać klienta z pewnymi mechanizmami ludzkiego działania. Ale nie przyglądamy się dzieciństwu ani nie próbujemy interpretować krzywego spojrzenia cioci Stefy. Patrzymy, dlaczego klient nie osiąga swojego celu, ale „nie rozkminiamy”, czy ma na to wpływ złość ciotecznego szwagra wuja Zenona.

Beata:  Przejdźmy teraz do innej sfery Twojego życia. Napisałaś thriller obyczajowy pt. „Pasja budzi się nocą”. Skąd pomysł na taką  książkę? Przyznam szczerze, że spodziewałam się poradnika psychologicznego, książki  o problemach współczesnych kobiet i mężczyzn, itd.

Ania: Poradników na rynku jest mnóstwo. Może napiszę mój własny, ale póki co moja dusza zrealizowała swój pierwiastek twórczy w taki sposób, że powstała książka inspirowana moją pasją.  Nie uciekłam w niej od psychologii. Pokazuję pewne przyczyny i skutki zachowań, które na pierwszy rzut oka są trudne do zaakceptowania przez „normalnego” człowieka. Wprowadzam bohatera, który ma swoją mroczną tajemnicę i nie można jej wyjaśnić jego przeszłością. To taki sygnał, że nie wszystko da się w życiu racjonalnie i naukowo wytłumaczyć (Jeśli chcesz kupić książkę kliknij tu). Pomysłów mi w życiu nie brakuje. Piszę następną powieść.

Pasja budzi sie noca okladka

Beata: Czy książka zawiera elementy Twojego życia?

Ania: Pokazałam w niej moje tango – ono jest tłem do wydarzeń. Bohaterka ma pewne moje cechy, bo patrzy na tango moimi oczami. Każdy może je odbierać trochę inaczej. Ale jej życie nie jest moim, chociaż rzeczywiście w każdej bohaterce zostawiłam swój ślad.

Beata: Czy jesteś zadowolona ze sprzedaży? Z recenzji?

Ania: Recenzje można przeczytać, wrzucając w wyszukiwarkę hasło: „Pasja budzi się nocą – recenzje”. W Kielcach wystawiają sztukę, w której ja i moja książka jesteśmy wspomniane. Główną rolę gra Piotr Machalica. Tak, ze wszystkiego jestem zadowolona.

Beata: Myślałaś o tym, by zająć się tangiem zawodowo? Startować w konkursach?

Ania: Tango to moja pasja. Nauczycielką nie będę. Organizuję imprezy tangowe, prowadzę tangowego bloga. Nie ma konkursów tanga – na szczęście. To nie jest choreografia, tylko improwizacja. Do tej samej muzyki każda para tańczy inaczej. Tango jest jak rozmowa. Uczymy się słów, które przekazujemy ciałem. Od ich zasobu zależy bogactwo lub ubóstwo naszego dialogu.

Beata: Jak byś miała zachęcić do tanga, to w jaki sposób?

Ania: Kiedyś próbowałam, ale doszłam do wniosku, że nie będę zachęcać. Tango trzeba poczuć. To ono wybiera sobie wyznawców lub nie dopuszcza do swoich łask. Proponuję zacząć od przeczytania mojej książki.  Reszta – być może – później:).

Beata: Uchylisz rąbka tajemnicy, co nowego przygotowujesz?

Ania: Zmieniam stronę internetową na portal – będzie nowoczesny, pełny ciekawych tematów i materiałów video dot. psychologii, coachingu, obyczajów. Będą wywiady z ekspertami w swojej dziedzinie oraz ze znanymi ludźmi, którzy coś osiągnęli i mają w związku z tym ciekawe, wspierające przemyślenia. Póki co zapraszam do odwiedzenia tej strony, która jest: www.annakossak.pl Zapraszam też na mojego psychovloga – dzisiaj pojawił się pierwszy wpis, ale obiecuję, że będzie ich dużo, także materiałów video – nazwa zobowiązuje:). Planuję też spotkania w realu. Motyw przewodni: jak to zrobić, żeby wreszcie nic nie musieć :)

Beata: Dziękuję Ci za rozmowę.

Ania: Ja również i – mam nadzieję – do zobaczenia :)

Beata: Oczywiście!

Podziel się.

O autorce

Blogerka z wieloletnim doświadczeniem marketingowym, pr-owym i reklamowym w międzynarodowej korporacji. Tłumacz i nauczyciel języka francuskiego. Pasjonuje mnie rozwój osobisty, ludzie, relacje. Piszę o i dla kobiet, informuję, inspiruję, relacjonuję dla Was to co mnie wciągnęło, czyli przedsiębiorczość, networking, konferencje, spotkania kobiece i nie tylko. Jestem otwarta na współpracę z chętnymi i ciekawymi osobami.

Pozostaw odpowiedź